70 rocznica zbrodni w Jeziorku. Spotkajmy się wszyscy...

smurzynscy1 m
W najbliższy poniedziałek, 15 lipca mija 70 lat od ponurej, masowej zbrodni dokonanej na przedstawicielach łomżyńskiej inteligencji w Lesie Jeziorkowskim. Przedstawiciele Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej co roku oddają hołd bestialsko tam pomordowanym, uczestnicząc w uroczystościach organizowanych przez miejscową szkołę i parafię z Piątnicy. Tym razem, dla szczególnego uczczenia pamięci w 70 lat po zbrodni, zapraszamy w niedzielę, 14 lipca mieszkańców Łomży, Jeziorka i Ziemi Łomżyńskiej, przedstawicieli organizacji społecznych i kombatanckich do wspólnego pokłonienia się nad leśnymi mogiłami, nad szczątkami Ofiar i oddania Im hołdu. Bądźmy razem tej niedzieli, niech nasza obecność pod tymi sosnami – świadkami dramatu naszych rodaków – będzie oprócz dowodu pamięci, także naszym świadectwem niezgody na jakąkolwiek przemoc i barbarzyństwo – gdziekolwiek i kiedykolwiek na świecie. Zapraszamy do Jeziorka w niedzielę, 14 lipca, w samo południe – o godz. 12.00, z wiązankami kwiatów lub choćby tylko ze zniczem...

15 lipca w Jeziorku swoich rodziców stracił m.in. dziś 85-letni Jerzy Smurzyński. Jego mama Antonina była cenioną pracownicą Banku Polskiego w Łomży, a ojciec Marian od pokoleń należał do czołowych przedstawicieli miejscowych kupców. W 1997 roku Jerzy opublikował w Towarzystwie Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej pracę swego życia. Książka zatytułowana „Czarne lata na łomżyńskiej ziemi” jest niezwykle drobiazgowym i rzetelnym dokumentem niosącym w kolejne pokolenia prawdę o tamtych dramatach. Nie tylko zresztą w Jeziorku.

Pod datą „15 lipca 1943 roku” czytamy m.in.: „Grupa Műllera przybyła do Łomży nocą z 14 na 15 lipca 1943 roku. Około godz. 5 rano przystąpiono do aresztowań według przygotowanej wcześniej listy. Trwające do godz. 7 rano aresztowania miały mniej więcej jednakowy przebieg: Żandarmi w dwu- trzyosobowych patrolach rozeszli się po mieście tak, aby wiadomość o aresztowaniach nie mogła zaalarmować zainteresowanych. Po wejściu do mieszkania żandarmi pobieżnie sprawdzali tożsamość znajdujących się tam osób i, w szybkiej rewizji, poszukiwali pieniędzy, biżuterii i cenniejszych drobiazgów, które chowali do kieszeni. Był to prawdopodobnie ich prywatny „zysk”. Następnie wszystkim, których zastali w mieszkaniu kazali ubierać się, zamknąć mieszkanie, które opieczętowywali, zabierając klucze. Były przypadki, że pozwalali pożegnać się z zamieszkałą w sąsiedztwie dalszą rodziną.

Aresztowanych prowadzono pieszo do miejscowego więzienia. Małe dzieci i niemowlęta matki wiozły w wózkach lub niosły na ręku. W więzieniu wszyscy przechodzili pojedynczo przez kancelarię, gdzie dokładnie sprawdzano tożsamość, zatrzymując dokumenty osobiste i drobiazgi. Wszystkich, którzy przeszli przez kancelarię, gromadzono w jednym dużym pomieszczeniu, w którym aresztownai siedzieli pod ścianami na podłodze w grupach rodzinnych. Po zgromadzeniu wszystkich aresztowanych na sali ogólnej, wyższy oficer w asyście żandarmów, przechodził wzdłuż siedzących, pytał o nazwisko i jednym „Rauss!” polecał całej rodzinie wyjść na podwórze. Tam ładowano aresztantów na samochód ciężarowy przykryty plandeką. Ok. godz. 10 z bramy więziennej wyjechał konwój w składzie: samochód z żandarmami i karabinem maszynowym na szoferce, ciężarówka ze skazanymi i następny samochód z żandarmami. Zachowanie się aresztowanych wskazywało, że nie zdawali sobie sprawy z tego, co ich czeka. Nie jest wykluczone, że powiedziano im, iż jadą do innego więzienia lub obozu, co miało np. miejsce podczas zabierania starców z Pieniek Borowych.

Konwój dość szybko dotarł do Lasu Jeziorkowskiego, gdzie był przygotowany, wykopany wcześniej przez mieszkańców Jeziorka dół. Nieznani są informatorzy, według których opracowano informacje dotyczące samej egzekucji, a znajdujące się w dokumentach Delegatury Rządu. Jest ich kilka i różnią się szczegółami. Według tych relacji najpierw stracono dzieci. Dokumenty mówią, że dokonywano tego przy pomocy granatów, ale żaden ze świadków, którzy słyszeli odgłosy egzekucji, nie wspomina o wybuchach, wszyscy natomiast mówią o seriach broni maszynowej, pojedynczych strzałach, krzykach i szczekaniu psów. Następnie tracono osoby dorosłe – najpierw kobiety, a potem mężczyzn, choć inne depesze mówią o odwrotnej kolejności. Według tych samych relacji, mężczyzn przed egzekucją oślepiono kwasem.

Zupełnie inny przebieg egzekucji sugeruje rozmowa, jaką przeprowadziłem z Panią Zofią Matejkowską. Według Jej relacji, nie było kolejności straceń – dzieci, mężczyźni, kobiety, jak też faktu oblewania twarzy mężczyzn kwasem.

Na pewno wszyscy byli zabijani z broni maszynowej i ewentualnie dobijani zbroni krótkiej. Zabitych i ew, rannych, sami oprawcy zasypali cienką warstwą ziemi, którą następnie ubijali, jeżdżąc po powierzchni samochodem ciężarowym. Jak podają niektóre depesze, dwóch spośród oprawców nie wytrzymało nerwowo widoku tego mordu. Około południa 15 lipca 1943 roku samochody opuściły Las Jeziorkowski. Jeszcze tego samego dnia byli tam mieszkańcy Jeziorka, a po kilku dniach – pierwsza rodzina (...)

Jerzy Smurzyński cudem nie podzielił tragicznego losu rodziców oraz 50 innych łomżyniaków. 15 lipca wczesnym rankiem wyszedł z domu, spiesząc się na zajęcia tajnych kompletów. Tego samego dnia stał się na całe lata jednym z najbardziej poszukiwanych przez Niemców łomżyniaków. Wyjaśnienie okoliczności jeziorkowskiego dramatu i odkłamanie wielu „prawd” powielanych przez domorosłych historyków stało się jego życiowym wyzwaniem. Mieliśmy szczere życzenie, by w najbliższą niedzielę stanął razem z nami pod sosnami w Lesie Jeziorkowskim. Podziękował za pamięć, ale stan zdrowia nie pozwoli mu na wyczerpującą podróż do Jeziorka.

Bądźmy więc w niedzielę razem, także sercem i myślą z Jerzym Smurzyńskim, ale przede wszystkim z Jego Rodzicami oraz Barańskim, Borawskimi, Chrzanowskimi, Dynowską, Figurskimi, Hojakami, Hryniewieckimi, Komornickimi, Kordaszewskimi, Lubowidzkimi, Próchnickimi, Sadkowskimi, Siwkową, Szulcem i Tyszkami. Bądźmy ze wszystkimi, których ciała okrywa ziemia jeziorkowskiego lasu w zbiorowych mogiłach. Tym bardziej, że 15 lipca minie też 68 lat od poświęcenia leśnego cmentarza przez ówczesnego biskupa łomżyńskiego, Stanisława Kostka Łukomskiego.

Na zdjęciu: Antonina, Jurek i Marian Smurzyńscy

Wawrzyniec Kłosiński

Free business joomla templates