s-wyszynski-cytat

Pamięć wraca za kraty, szuka cieni, prostuje pięści...

tbl3 - Kopia mWładysław Wróblewski z Drozdowa: wyznanie rzymsko-katolickie, narodowość polska, pochodzenie społeczne robotnicze, wykształcenie – 4 klasy szkoły powszechnej, przynależność organizacyjna: PZPR, ORMO. Miał zaledwie 19 lat, gdy został wartownikiem w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Łomży. Kapral. Zwolniony dopiero 31 marca 1955 r. na podstawie dekretu z 20 lipca 1954 r. Starszy sierż. Irena Wróblewska, łomżynianka, PZPR, 7 klas szkoły powszechnej awansowała z pomocy biurowej na sekretarza PUBP. 25-letnia Stanisława Więcławska z

Białegostoku, wyznanie rzymsko-katolickie. PPR, PZPR. Zaczynała jako wartownik w PUBP w Grajewie, do Łomży awansowała w październiku 1949 r. Do 1951 r. plutonowa. Irena Judzicka -także z Białegostoku. Prawosławna. 7 klas szkoły powszechnej. W 1944 r. została sekretarzem WUBP w Białymstoku, a w 1945 - w PUBP w Łomży. Jako jedna z nielicznych zwolniona „z powodu niewywiązywania się z obowiązków".

Tylko kilka nazwisk spośród ponad 300, na dźwięk których wielu – nie tylko łomżyniakom – cierpła skóra.

Jeszcze przez wiele lat po opuszczeniu „przybytku” przy Nowogrodzkiej 5. Jesteśmy coraz bliżej dnia, gdy

ofiary ich okrucieństwa i bestialstwa zostaną uhonorowane.

W swoim obszernym opracowaniu „Urząd Bezpieczeństwa w Łomży – powstanie i działalność (1944-1956)”, 

dr Krzysztof Sychowicz pisze m.in.: „W ciągu prawie trzynastu lat funkcjonowania PUBP i PU ds. BP

(Powiatowy Urząd do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego – red.) w Łomży, jego funkcjonariusze nie tylko

likwidowali działające na tym terenie i walczące z bronią w ręku oddziały konspiracyjne, wywodzące się

zarówno ze struktur AK, NOW i NSZ. Ich ofiarami, wraz z pojawiającymi się nowymi wytycznymi „władzy

ludowej”, stawali się przedstawiciele wszystkich grup społecznych. W taki sposób do aresztów UB trafili n

ie godzący się na indoktrynację młodzieży i fałszowanie przeszłości nauczyciele, jak i wychowani w tradycji

patriotycznej uczniowie. Represje dotknęły również duchowieństwo diecezji łomżyńskiej, popierające

antykomunistyczne podziemie.

Szczególne miejsce przypadło w toczących się wówczas zmaganiach środowisku wiejskiemu. Stanowiące

najbardziej liczną grupę, najwcześniej zetknęło się z terrorem stosowanym przez aparat bezpieczeństwa.

Chłopi prześladowani początkowo za współpracę z organizacjami konspiracyjnymi lub też przynależność

do ich struktur, w następnych latach stali się ofiarami prowadzonej przez władze komunistyczne polityki

kolektywizacji wsi. Broniący ojcowizny i przywiązani do tradycji, na własnej skórze odczuli zarówno ciężar

obowiązkowych dostaw, jak i walki z „kułakami”, ofiarą której padali najgospodarniejsi z nich. We wszystkie te

działania zaangażowani byli bezpośrednio lub za pośrednictwem agentury funkcjonariusze  PUBP w Łomży”.

  Informacja w „Wiadomościach Łomżyńskich” i na stronie internetowej www.lomzyniacy.org o zamiarze

ufundowania przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej tablicy ku czci prześladowanych,

maltretowanych i mordowanych w ubeckiej katowni przy ul. Nowogrodzkiej 5 spotkała się z dużym odzewem

mieszkańców regionu. Niewątpliwie to także ogromna zasługa redakcji prasowych, radiowych, telewizyjnych i

internetowych, które poinformowały o tym wydarzeniu.

Dziękujemy zatem za pomoc dziennikarzom z portali: 4 lomza, mylomza, superlomza, www.lomza.pl,

radia Nadzieja, radia ESKA i Polskiego Radia Białystok, tygodnika KONTAKTY , „Gazety Bezcennej” i

„Gazety Współczesnej”. Dzięki Waszej przychylności zamiar uspołecznienia inicjatywy w znacznej

mierze został spełniony, bo swój głos w tej tak ważnej sprawie mogło zabrać więcej ludzi. Zapraszamy

do dalszej współpracy w tym dziele.

Zofia Winczorek z Potulic napisała m.in.: „Czytam tę informację i szklą mi się oczy, bo pamiętam zaszklone oczy mojego wujka Stefana Kisielewskiego, który krwiste jamy pod żebrami leczył jeszcze wiele miesięcy po opuszczeniu Nowogrodzkiej 5. Uciekał z Łomży czym prędzej z całą rodziną, bo bał się, że wrócą po niego, choć niby został „rozliczony” podpisanym przez siebie oświadczeniem, że nikomu słowa nie piśnie o tym, co przeżywał na Nowogrodzkiej. To dlatego i ja dzisiaj mieszkam z dala od Łomży. Z wujkiem spotykaliśmy się prawie codziennie, bo mieszkaliśmy bardzo blisko, więc zawsze wracał pamięcią do tych czarnych tygodni. Zawsze też ocierał oczy...  Łzy same płynęły. Pamięta, jak któregoś dnia z celi, w której przebywali w siedmiu – jedenastu, zabrali czterech jego kolegów. Po godzinie usłyszeli z podwórka, przy którym stał budynek więzienia UB na Nowogrodzkiej serie karabinów. Oni już nigdy więcej nie wrócili do celi. Podobno są pochowani do dziś tam, na tym podwórku. Szkoda, że wujek nie doczekał, odszedł w 2009 roku, 14 kwietnia. Tego samego dnia w 1948 przekraczał próg Nowogrodzkiej 5... Podobno donosił żywność partyzantom... Bardzo proszę o informację o dacie odsłonięcia tablicy, chciałabym przyjechać z dziećmi i wnukami...”

Irenę Gorzoch z Grajewa ucieszyła  informacja o zamiarze ufundowania tablicy poświęconej pamięci prześladowanych i mordowanych w ubeckiej katowni przy Nowogrodzkiej 5.  Jej ojciec, Aleksander Gwardiak trafił pod pięści oprawców w wieku zaledwie 25 lat. Prowadzili z bratem 20-hektarowe gospodarstwo w Żabikowie koło Szumowa. W styczniu 1945 r. wstąpił do organizacji WiN przyjmując pseudonim „Berdan”, a we wrześniu tego samego roku  na podwórko wjechała ciężarówka wypełniona zambrowskimi milicjantami. Pana Aleksandra nie było w domu, więc nakazali mu, by                                                                                                                                                                                                                                                                                        nazajutrzz rana stawił się w komendzie w Zambrowie. Ale 25-latek wolał w tym czasie spotkać się ze swoim dowódcą kompanii, plut. Szwarcem w Srebrnej. Pechowo, bo właśnie tam wpadli milicjanci. Związali im ręce z tyłu. Już w drodze od Szwarców do                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     jegorodzinnego domu milicjant Liżewski złamał mu kolbą karabinu dwa żebra. Zwalili go na klepisku i bili gumami, by wydał broń. Przez 4 dni skatowany dogorywał w piwnicy zambrowskiej komendy. Potem powieźli ich do Łomży, na Nowogrodzką. 31 października, po nieudanej próbie skaperowania do służby i nieudowodnieniu winy, wypuścili go zbitego jak psa do domu.

Aleksander Gwardiak oddał się pracy na rzecz wolnej Polski. Był członkiem Stowarzyszenia „Łagierników” Żołnierzy AK. Odznaczony został m.in. przez rząd londyński Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem Obrony Polski i czterokrotnie Medalem Wojska, a ponadto Krzyżem Kampanii Wrześniowej 1939 r., Odznaką Akcji „Burza”, Srebrnym Krzyżem Zasługi, Krzyżem walecznych, Odznaką Weterana Walki o Niepodległość, Krzyżem Partyzanckim itp.  - Do ostatnich dni swojego życia brał udział we wszystkich uroczystościach kombatanckich w regionie oraz spotkaniach w kole Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Grajewie, gdzie przyjeżdżał autobusem z Białej Piskiej oddalonej o ok. 40 km. Zmarł w czasie snu w nocy, 2 października 2010 roku – pisze córka w liście do naszej redakcji.

Po przeczytaniu Wiadomości Łomżyńskich nr 32, jestem bardzo wdzięczny tym wszystkim, którzy podjęli inicjatywę upamiętnienia cierpień więzionych i zamordowanych przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa w budynku przy ul. Nowogrodzkiej 5 w Łomży. Proponowaną treść tablicy uważam za właściwą, bo odzwierciedla ona to, co działo się w tym budynku w latach ubecko–stalinowskiego terroru. (e-mail bez podpisu)

*

Czytając artykuł o tablicy upamiętniającej ofiary ubeckiego ludobójstwa pozwala mi on powrócić do dzieciństwa, które spędziłem w Łomży. Chodząc z moim tatą ulicą Nowogrodzką (miałem 8-9 lat) zawsze wskazywał na ten  budynek i mówił : Pamiętaj synku tutaj ludzie na przesłuchaniach nie krzyczeli,  tutaj ludzie wyli z bólu jak zwierzęta. Przykro, że Ci torturowani i pomordowani dopiero po 60-70 latach otrzymują dowód, ze Prawda zwycięża. Musimy o takich Bohaterach ciągle pisać, żeby słowo Prawda nigdy nie zatraciło swojego znaczenia. Historia oparta na prawdzie jest fundamentem ludzkości, szczególnie przyszłego pokolenia. Dobrze, że starsze pokolenie przekazało nam prawdziwą historię,  bo jej w szkole nie było.  Wracając do napisu, myślę że ofiary reprezentowały ideały zawarte w słowach  BÓG, HONOR, OJCZYZNA (...)   „Stanie przed Bogiem ofiara i kat, cóż Bogu powie kat?” Zastanawiam się, czy nie powinna powstać płaskorzeźba, która podkreśli te słowa. Na przykład orzeł w koronie, który trzyma  w skrzydłach  tablicę z napisem. Proszę poinformować mnie, kiedy będzie zbiórka na ten szczytny cel. Dziękuje wszystkim za prace w dążeniu do Prawdy. Z pełnym szacunkiem Bogdan Karwowski”.

*

W Wiadomościach Łomżyńskich nr 4 z grudnia 2005 r. opublikowane zostały  moje osobiste przeżycia z przymusowego pobytu w piwnicach tego budynku w roku 1950 oraz moje informacje o morderstwie dokonanym na trzech więźniach. Obserwowałem ten dramat z ukrycia.

Chcę uzupełnić tamte  wspomnienia. Należę do pokolenia i do tych ludzi, którym dane było przeżyć wojnę i okupację dwóch zaborców oraz lata powojennego terroru władzy ludowej. Dlatego stwierdzam raz jeszcze, że jako uczeń gimnazjum przy ul. Bernatowicza w wieku 18 czy 19 lat byłem naocznym świadkiem egzekucji na trzech więźniach, dokonanej przez funkcjonariuszy bezpieki na ogrodzonym murem terenie budynku Nowogrodzka 5 w Łomży. Nie mam też wątpliwości, że  znalezione trzy dni później w studzience kanalizacyjnej na gruzowisku zniszczonego przez Niemców więzienia zwłoki trzech mężczyzn były zwłokami zamordowanych przez funkcjonariuszy bezpieki. Znaleźli je biegający po gruzach chłopcy, a wiadomość o tym  błyskawicznie rozeszła się po całej Łomży. Dlatego ciała te zostały wydobyte ze studzienki i pochowane gdzieś na starym cmentarzu przy ul. Świętego Mikołaja (obecnie Mikołaja Kopernika).

Nie jestem pewien, czy na poddaszu budynku Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Bernatowicza są jeszcze okienka, z których widziałem, jak ubecy zabili tych trzech więźniów. Jeżeli nie, to żeby nikt nie miał wątpliwości, że poprzednio były, załączam kserokopię zdjęcia tego budynku. Wykonałem je w czerwcu 1975  r., podczas zjazdu absolwentów szkół łomżyńskich.

Nazwisk funkcjonariuszy UB nawet i tych którzy mnie przesłuchiwali nie znałem. Z tego co mi wiadomo większość z nich nie pochodziło z Łomży ani okolic. Byli to przeważnie „przybysze” z faktycznego, a nie obecnego „Podlasia”. Można to było rozpoznać, słysząc ich mowę. Zapamiętałem tylko te  nazwiska: Andrzej Janowski z Łomży, którego poznałem na dwa lata przed wojną, bo uczył się z moim starszym bratem Ryszardem w tej samej klasie Szkoły Podstawowej Nr3, mieszczącej się wówczas przy ulicy Sienkiewicza i kilka razy do nas przychodził. Pełnił on w UB jakąś podrzędną rolę, a po roku 1956 był  poza organami bezpieczeństwa władzy ludowej. Z tego co wiem,  zmarł w latach 60.  w wyniku poparzeń doznanych podczas wykonywania robót remontowych czyjegoś domu.

Drugim był Owsiejko czy też Awsiejko - szef mieszczącego się w piwnicach domu Nowogrodzka 5 ubeckiego więzienia. Niewątpliwie - tak samo jak pierwszy komendant PUBP w Łomży, Konstanty Karpowicz - był obywatelem polskim białoruskiego pochodzenia. Zapamiętałem tego człowieka bardzo dobrze. Od niego bowiem, gdy siedziałem w karcerze, kilkakrotnie słyszałem słowa: „zdychaj job twoju mać”. On również, kiedy siedziałem już w celi, kilkakrotnie urządzał nam w nocy pobudki i wyprowadzał więźniów do stojącego na podwórku zbitego z desek ustępu. Więźniowie chętnie z tego korzystali, bo była to jedyna okazja, by chociaż przez kilka minut odetchnąć świeżym powietrzem. Korzystanie z ustępu dla wszystkich wyprowadzonych więźniów było takie same. Człowiek nie zdążył nawet jeszcze wykonać przysiadu, a już z ust stojącego przed otwartymi drzwiami Owsiejki leciała (w języku rosyjskim i polskim) seria wulgarnych słów popędzania. Następnie chwytał więźnia za włosy i wyrzucał z ustępu. Na jego miejsce wchodził inny i było tak samo. Trzecim był Jan Spitulski, który w moim rodzinnym domu nocą 17 października 1950 r. przeprowadził rewizję i mnie aresztował. Nazwisko to utrwalone jest w posiadanym do dnia dzisiejszego protokole rewizji.          Edward Dardziński ur. 26.02.1929 r. w Łomży, Rodzice: Stefan i Stefania z Kraszewskich

*

Mam jedną uwagę co do napisu. Otóż katownia sama w sobie nie była komunistyczna, gdyż aparat Urzędu Bezpieczeństwa był hierarchiczny, a nie oparty na zasadach komunistycznych (władzy kolegialnej, władzy robotniczej itd.). W obecnym zatem ujęciu jest niepoprawny logiczno-politologicznie. Domyślam się, że chodziło o fakt, że katownia umacniała stalinizm (który zresztą z filozoficzno-politycznym komunizmem Marksa ma tyle wspólnego co z kapitalizmem) - to jednak z treści nie wynika. Dlatego proponuję (...)

Z wyrazami szacunku Adam Kaczmarek.

To tylko kilka listów z kilkudziesięciu, jakie otrzymaliśmy po apelu o udział w konsultacji treści napisu memoratywnego na tablicy. W sprawie tej wypowiedział się także m.in. prof. Adam Czesław Dobroński oraz Adam Siwek – naczelnik Wydziału Krajowego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie. Zarząd Główny Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej dziękuje wszystkim, którzy odpowiedzieli na nasz apel. Wszystkie te propozycje zostaną rozpatrzone przed ostatecznym zatwierdzeniem treści tablicy.  Już dziś wiadomo, że – przynajmniej na obecnym etapie – nie będzie na niej nazwisk ofiar. Po prostu nie jesteśmy w stanie ustalić pełnej listy. Udało się nam ustalić ich zaledwie kilkadziesiąt. Zamiarem Zarządu Głównego TPZŁ jest, by uroczyste odsłonięcie i poświęcenie tablicy odbyło się pod koniec pierwszej dekady czerwca bieżącego roku.

Otrzymujemy bardzo wiele pytań, czy na tablicy pamiątkowej umieszczone zostaną nazwiska wszystkich ofiar. Bardzo byśmy tego chcieli. Niestety, wiedza na temat konkretnych osób aresztowanych i maltretowanych przy Nowogrodzkiej 5 jest w tej chwili niewielka. Dlatego treść tablicy będzie ogólna i dotyczyć będzie wszystkich tych, którzy tam cierpieli lub zostali zamordowani. Ale chcemy przy okazji odsłonięcia tablicy rozpocząć proces dokumentacji działalności PUBP  także od strony ofiar. Dlatego zwracamy się z gorącym apelem do wszystkich, którym udało się przeżyć gehennę w PUBP w Łomży o nadesłanie swoich danych: imię, nazwisko, data urodzenia, imiona rodziców, miejsce aresztowania, data, okres aresztowania oraz krótką charakterystykę z okresu powojennego.  Dotychczasowe prace związane z dokumentowaniem działalności ubecji przekonały nas jednak, że do dziś przeżyło niewielu. Dlatego apelujemy do rodzin, do najbliższych tych, którzy cierpieli na Nowogrodzkiej, o przesłanie nam danych wymienionych powyżej. Wdzięczni będziemy także za oryginały lub kserokopie dokumentów związanych z tym okresem, a także fotografii. W tym ostatnim przypadku mogą być nawet fotografie powojenne. Wszystkie trzeba jednak opisać imieniem i nazwiskiem oraz datą urodzenia. Dokumenty i fotografie po skopiowaniu zostaną zwrócone rodzinom. Zależy nam na tym, żeby materiały te zostały przekazane jak najszybciej pod adresem: Zarząd Główny Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej ul. Sienkiewicza 8, 18-400 Łomża lub mailem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript., Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript..

WAWRZYNIEC KŁOSIŃSKI

Każdy łomżyniak funduje tablicę

Odpowiadając na liczne pytania o możliwość finansowego wsparcia fundacji tablicy, Zarząd GłównyTPZŁ uprzejmie informuje, że dowolne kwoty na ten cel można przekazywać na konto:  Alior Bank 35 2490 0005 0000 4530 6891 7661, z dopiskiem „Tablica”.  Za wszystkie przekazy dziękujemy, a listę ofiarodawców – jeśli będzie taka wola – opublikujemy na stronie internetowej i w kolejnym wydaniu „Wiadomości Łomżyńskich”.

SALONIK WYDAWNICZY

Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej
ul. Sienkiewicza 8

Zapraszamy
codziennie od 8.00-15.00

JEDYNA W REGIONIE BAZA WYDAWNICTW O ŁOMŻY
I ZIEMI ŁOMŻYŃSKIEJ

1procencik

Dziękujemy Wszystkim,
którzy przekazali w swoim rocznym zeznaniu podatkowym swój jeden procent na rzecz Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej.

Free business joomla templates