11 lat temu odeszła Pani Hania

240px Bielicka gravestone ab11 lat temu, 9 marca 2006 roku rano w szpitalu na Banacha w Warszawie Hanka Bielicka przeszła skomplikowaną operację usunięcia tętniaka aorty. Mimo wysiłków lekarzy tego samego dnia o godz. 16.15 zmarła. Miała 91 lat. Następnego dnia pamięć Najsłynniejszej Łomżynianki (nie cierpiała określenia „łomżanka”) uczcił Sejm RP. 16 marca rzesze Jej przyjaciół – artystów, ale też sztandary z Łomży, władze Łomży, rzesze łomżyniaków, w tym Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej odprowadzały Ją do rodzinnego grobu na warszawskich Powązkach. Spoczęła obok m.in. Mamy i Siostry. Tata spoczywa gdzieś w syberyjskiej zmarzlinie…

Pozostała największym Ambasadorem Łomży. „Łomżyńskość” trącała jej najczulsze struny, ale – tak mi się wydaje – dopiero z upływem lat. Podczas koncertu jubileuszowego z okazji 65 rocznicy pracy artystycznej, zorganizowanego m.in. przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, niemal bez przerwy mówiła o swoich latach dziecięcych spędzanych z rodzicami m.in. na piknikach w Lesie Jednaczewskim, o wyprawach do Drozdowa, zimowych hulankach na łyżwach na rozlewiskach Narwi. W wyobraźni układała bukiety dla mamy z nadnarwiańskich kaczeńców, niezapominajek, stokrotek i dzikich floksów, które – jak mówiła – nigdzie nie kwitły tak pięknie jak właśnie tutaj. Do kwiatów z Łomży w ogóle miała nadzwyczajne upodobanie. Kiedy podczas jednej z wizyt dostała całe naręcza wiązanek, wykrzyknęła: - Tak pięknych kwiatów jeszcze nie widziałam! Natychmiast zażądała spotkania z mistrzem, co układał tak filigranowe bukiety. Nazajutrz odwiedziła kwiaciarnię Ogrodnik Edwarda Przybylaka przy ul. Sienkiewicza i osobiście gratulowała mu kunsztu, zostawiając własnoręcznie napisane wypowiedziane wieczorem słowa. Na marginesie warto dodać, że podczas tego spotkania pani Hanka dostała tyle kwiatów, że ówczesny prezydent Łomży Jan Turkowski wysłał samochód, by odwieźć te wiązanki do Warszawy. Opowiadała potem, że kiedy auto zatrzymało się przy bloku na ul. Śniadeckich, sąsiadki ze zmartwieniem pytały: - Pani Bielicka, ktoś pani umarł? A propos: pani Hanka nie kryła swojej ogromnej sympatii do Jana Turkowskiego. Wiem, że także bywał w jej mieszkaniu, a kiedy po jednym z koncertów wszedł na scenę z bukietem kwiatów i ucałował ją z dubeltówki, zawołała: - No, to jest prezydent, ten to całuje! Potem, już w kulisach dodała: - To ja musiałam tyle świata zjechać, żeby się tu przekonać jak łomżyniaki całują! W mieszkaniu pani Hanki, które także miałem przyjemność odwiedzać, zawsze było dużo kwiatów. Gdy któregoś razu zwróciłem na to uwagę, odpowiedziała: - No, jak przy katafalku. Dla gości zawsze znajdowała znakomitą kawę parzoną przez panią Joasię, pieczone przez nią ciasto, a i coś mocniejszego trzymała w barku. Sama lubiła strzelić sobie jakieś „ziarko, dla animuszu”... Trudno w to uwierzyć, ale nie ma Jej już z nami 11 lat. Zaraz, zaraz… faktycznie nie ma Jej…?